ROK BEZ ZAKUPÓW | Podejmuję wyzwanie

Czy chcemy, czy nie, żyjemy w czasach ogromnego konsumpcjonizmu. Włączasz Internet, uderzają Cię reklamy najczęściej odwiedzanych sklepów internetowych. Wychodzisz na miasto, bilbordy wychylają się niemal z każdej ulicy, by skusić Cię kolejną okazją zakupową. Nic tylko wydawaj!

Wracasz do domu i stwierdzasz, że przydałaby się dodatkowa szafa, bo nie masz już gdzie trzymać swoich butów i tych pięknych, kaszmirowych swetrów. Masz ich chyba ze dwadzieścia. Nie wspominając o sukienkach, których masz jeszcze więcej.

A te ozdobne zajączki na szafce i parapecie? Już po świętach, więc będzie trzeba je gdzieś upchać. Tylko gdzie? Były przecenione, dosłownie za grosze, żal było nie wziąć w tym wielkanocnym klimacie. Może uda Ci się pochować je do kartonu i wcisnąć go do piwnicy. Jest szansa.

Mogłabym dalej rozwijać ten scenariusz, ale chyba już doskonale wiesz, do czego zmierzam 😉 Kupujemy dużo (za dużo) niepotrzebnych rzeczy. Wiele transakcji dokonujemy impulsywnie, pod wpływem chwili i zauważonej zawieszki z napisem PROMOCJA. Niestety, skutkuje to debetem na koncie i masą zbędnych gadżetów, ubrań oraz kosmetyków, które zagracają nasze mieszkania.

DLACZEGO ZDECYDOWAŁAM SIĘ NA ROK BEZ ZAKUPÓW?

Ostatnie tygodnie mnie przeraziły – budżet w Excelu jasno pokazywał, że pierwszy raz od lat, od początku roku wydaję więcej, niż zarabiam. Zapaliła mi się czerwona lampka. Musiałam coś z tym zrobić.

Zetknęłam się z wyzwaniem ROK BEZ ZAKUPÓW. W pierwszej chwili pomyślałam, że to niewykonalne. Dopiero gdy dowiedziałam się, o co w tym tak naprawdę chodzi, pomyślałam, że to może być coś dla mnie. Coś, co uratuje moje finanse i zahamuje wydawanie pieniędzy pod wpływem emocji. Im dłużej o tym czytałam i oglądałam nagrania osób, które opowiadały, jak wiele zyskały dzięki wprowadzeniu na rok tak radykalnych rozwiązań, tym bardziej chciałam spróbować. Trafiłam na książkę Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów autorstwa Cait Flanders. I to był przełom. pochłonęłam ją w 3 dni. Kolejnego już wiedziałam, że rozpoczynam wyzwanie. Był to dla mnie szczególny dzień. Obchodziłam wtedy moje urodziny.

CO JEST MOIM CELEM?

Czuję się przytłoczona liczbą rzeczy, którą do tej pory nagromadziłam. Pomimo kilkukrotnego sprzątania (i wywalania rzeczy z szaf), dalej jest tego mnóstwo. Nie dolega mi zakupoholizm, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że posiadam mniej rzeczy niż większość moich znajomych, jednak dla mnie to dalej za dużo. Źle się czuję z posiadaniem przedmiotów, których albo używam bardzo rzadko, albo wcale.

Robiąc zakupy lub chociażby widząc okazję/promocję/dostępność jakiegoś produktu, zaczęłam wpadać w euforię. Wydaje mi się, że po prostu zaczęłam sobie wynagradzać zakupami energię, którą poświęcam na pracę. Pojawiał się w mojej głowie argument “Przecież na to zapracowałaś. Zasłużyłaś!”, co okazywało się zgubne. Za bardzo zaczęłam skupiać się na przedmiotach. Nie chciałam tego.

Liczę, że poza ograniczeniem liczby posiadanych przedmiotów, znowu większą uwagę będę skupiała na DOŚWIADCZANIU i przeżywaniu. Mam na myśli dobrze spędzony czas. To się dla mnie liczy.

CO MOGĘ, A CZEGO NIE MOGĘ KUPOWAĆ?

Zgodnie z zaleceniami Cait Flanders, przygotowałam sobie trzy listy, obejmujące różne kategorie przedmiotów. Mają mi pomóc w podejmowaniu decyzji podczas całego wyzwania. Są tu kluczowe.

Lista niezbędnych zakupów:

  • artykuły spożywcze,
  • przybory toaletowe (tylko, gdy się skończą),
  • prezenty dla innych (dla siebie jedynie z okazji urodzin lub świąt),
  • rzeczy dla zwierzaków (karma, ściółka, mata, itd.),
  • leki i akcesoria apteczne (w tym krople do oczu).

Lista zakazanych zakupów:

  • ubrania i buty,
  • książki i magazyny,
  • artykuły papiernicze (bloki rysunkowe, kredki, markery, zeszyty, notesy, kalendarze, ołówki, długopisy, taśma klejąca),
  • plecaki i torebki,
  • akcesoria do domu (dekoracje, świecie, itp.),
  • sprzęty elektroniczne,
  • biżuteria,
  • kosmetyki kolorowe,
  • perfumy,
  • słodycze,
  • pędzle i gąbki do makijażu.

Zatwierdzona lista zakupów:

  • rajstopy,
  • pasek do spodni,
  • strój kąpielowy,
  • kozaki na płaskiej podeszwie,
  • 3 nowe biustonosze,
  • biustonosz sportowy,
  • trampki,
  • filtry Dafi do butelki,
  • fryzjer,
  • transport (bilety, paliwo),
  • jedna kawa dziennie podczas zjazdów na uczelni (łącznie dwie na zjazd),
  • wydarzenia kulturalne, wycieczki, eventy, spotkania,
  • rzeczy, które trzeba wymienić, a oryginał wymagał wyrzucenia lub oddania,
  • rzeczy niezbędne podczas remontu/przeprowadzki/urządzania mieszkania.

Ponadto spisałam sobie zasady dodatkowe, łącząc je z zaleceniami z książki:

  1. Zrezygnuj z newsletterów ze wszystkich sklepów.
  2. Otwórz osobne konto oszczędnościowe.
  3. Znajdź darmowe/tanie alternatywy dla kosztownych nawyków.
  4. Jeśli możesz – napraw. Jeśli nie – wyrzuć.
  5. Zamiast od razu kupować, jeśli to możliwe, pożycz.
  6. O ile potrzebujesz czegoś naprawdę, spróbuj wytrzymać bez tej rzeczy przez co najmniej 30 dni i przekonaj się, ile razy faktycznie będzie ci tego brakowało. Jeśli będziesz czuła codzienny dyskomfort, idź do sklepu i kup tę rzecz. W przeciwnym razie odpuść sobie.
  7. Rzeczy, które chcesz mieć, a nie są niezbędne, zapisuj na liście życzeń. Niech czekają na swoją kolej. Być może okażą się jedynie chwilową zachcianką.

I to tyle 😉 Jestem jednocześnie przerażona i podekscytowana. A co z tego wyjdzie, czas pokaże!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *