Pierwszy miesiąc | ROK BEZ ZAKUPÓW | [wpis+video]

Ho ho! Ledwo zaczynałam wyzwanie rok bez zakupów, a tu już zleciał pierwszy miesiąc! Nie wiem, gdzie i kiedy te dni upłynęły. Wydawało się, że podsumowania zapowiadają się nieco bardziej odległe w czasie, a tu proszę. Już zaraz kończy się maj! No dobrze, to jak mi poszło? Czy miałam po drodze jakieś wpadki? Poniżej podsumowanie tego pierwszego miesiąca 🙂

PIERWSZE WRAŻENIA

Muszę przyznać, że na początku bardzo obawiałam się tego pomysłu. Wydawało mi się, że to będzie istna męczarnia. I co? Och, jak bardzo się myliłam!

Rzeczywiście, przez pierwsze dni, w sumie tak ze dwa tygodnie, musiałam się mocno pilnować, by w emocjach i euforii nie kupić kilku (jak tak teraz patrzę to nawet na dłuższą metę zbędnych) rzeczy. Z każdym kolejnym dniem było mi coraz łatwiej. Tłumaczyłam sobie, że to dla mojego dobra 😉 Dziwnie było pójść do sklepu i pierwszy raz od bardzo dawna wyjść z niego jedynie z zakupami, które wcześniej wylądowały na liście niezbędnych artykułów. Zazwyczaj gdy wpadałam do sklepu, wychodziłam z kilkoma dodatkowymi produktami. No bo wiadomo, promocja, a to się przecież do czegoś na pewno przyda, no taka okazja! O nie. Tym razem nie mogłam jednak sobie na to pozwolić. Czy było mi z tym źle? Absolutnie nie!

Byłam sobie też ogromnie wdzięczna za podjęcie wyzwania jeszcze przed moim wyjazdem do Poznania na konferencję. Dzięki temu o wiele łatwiej było mi pilnować się przed zbędnymi zakupami. Moje wydatki podczas wyjazdu ograniczyły się więc do opłaty za nocleg, śniadań, obiadów i dosłownie drobnych zakupów spożywczych. Nie przywiozłam ze sobą żadnej dodatkowej rzeczy materialnej.

WPADKI

Byłoby zbyt pięknie, gdyby nie przydarzyło mi się żadne potknięcie 😉 W poprzednim artykule z tej serii pisałam, że daję sobie szlaban na słodycze. I jakiś czas się go trzymałam. Cóż, jest to póki co silniejsze ode mnie i parę dni temu odwiedziłam pewien znany supermarket z owadem w logo – powędrowałam oczywiście na dział ze słodyczami. Wyszłam z dwiema paczkami ciastek i jedną paczką chipsów. Mimo wszystko myślę, że jak na cały miesiąc (i moje łakomstwo!) to bardzo dobry wynik 😉

Aktualizacja: ostatniego dnia, gdy miałam już nagrany film do listy wpadek doszła mamba.

DODATKOWE ODSTĘPSTWA

W nagraniu wspominam o dylemacie zakupu książek. Ostatecznie książki zamówiłam, ale po gruntownym rozważeniu “za” i “przeciw”. Upolowałam też komplet publikacji na temat zarządzania przedsiębiorstwem, budowania strategii i układania procesów biznesowych. Co prawda tego zakupu totalnie nie planowałam, ale zgodnie z listą dozwolonych rzeczy, odnoszą się one do mojej pracy oraz kierunku studiów. Czuję się więc rozgrzeszona 😉

WNIOSKI

Pomimo dodatkowych zakupów pod koniec pierwszego miesiąca wyzwania, jestem z siebie bardzo dumna. Nie kupiłam nic z kosmetyków, żadnych plannerów, notatników, zeszytów (które przecież uwielbiam!), akcesoriów do domu (tzw. durnostojek) ani ubrań. I jest mi z tym super! Nawet zaczęłam inaczej patrzeć na zakupy i sama sobie zadaję pytanie, czy na pewno tego potrzebuję oraz czy mam na to miejsce w mieszkaniu. Jeśli odpowiedzi są przeczące, pod żadnym pozorem nie wracam z tą rzeczą do domu. Zaczynam potrzebować mniej rzeczy, niż wydawało mi się, że faktycznie muszę mieć. Co więcej, pierwszy raz widzę, że mam ich ZBYT WIELE! Na bieżąco pozbywam się tego, czego nie używam, co jest zniszczone, albo po prostu tego nie lubię. Że tak powiem, skończyły się zakupy z podejściem “w miarę mi pasuje”. Ma być dobrze, albo wcale 🙂 W międzyczasie dwukrotnie odwiedziłam też bibliotekę miejską, by podarować do księgozbioru kilkanaście publikacji, z których już nie korzystam, a które mogą się komuś o wiele bardziej przydać.

Powoli przestaję też przeliczać droższe produkty na liczbę tych tańszych, które mogłabym przecież pozyskać rezygnując z drogich zakupów. Zaczynam zwracać większą uwagę na JAKOŚĆ danego przedmiotu, a nie ilość rzeczy znajdujących się wokół mnie. Czuję też większą potrzebę DOŚWIADCZANIA. Na początku maja byłam w Sopocie na lokalnym wydarzeniu z okazji majówki. No i proszę państwa, na takie atrakcje to ja mogę wydawać swoje ciężko zarobione pieniądze i bez wyrzutów sumienia zrezygnuję w tej intencji z nowej szminki lub sukienki.

Oczywiście z wielką przyjemnością zamierzam dalej kontynuować to wyzwanie! Aż mnie ciekawość zżera, co to będzie za kilka kolejnych miesięcy!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *